Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oko na język - Oko na język Oko na język - Oko na język Oko na język - Oko na język

31.05.2016
wtorek

Czy naprawdę możemy sobie wzajemnie wybaczyć?

31 maja 2016, wtorek,

10 kwietnia tego roku słowo „przebaczenie” padło z ust aż dwóch prominentnych polskich polityków: Andrzeja Dudy i Jarosława Kaczyńskiego. Prezydent nawoływał do przebaczenia między skonfliktowanymi „dwiema Polskami”. Jak pamiętamy, kilka godzin później prezes PiS mówił o przyznaniu się do winy i ukaraniu jako warunkach przebaczenia, co szereg osób uznało za swoiste przywołanie prezydenta do porządku. Zajmowałam się tym szerzej w innym miejscu, nazywając strategię Jarosława Kaczyńskiego polityką nieprzebaczenia.

W Oksfordzie odbywa się dziś konferencja „Dealing with a Difficult Past, Looking into the Future”, zapewne największe takie wydarzenie, jakie kiedykolwiek odbyło się na temat polskiej pamięci, przebaczenia i polityki historycznej za granicą. W tym duchu zastanówmy się szerzej nad apelem prezydenta Dudy. Czy Polacy naprawdę byliby sobie skłonni nawzajem przebaczyć? Czy mają sobie co wzajemnie wybaczać? I co oznaczałoby takie przebaczenie?

Przebaczenie, forgiving, Vergebung – w wielu językach słowo to zawiera przedrostek, który sygnalizuje odbywanie się jakiegoś procesu, obecność elementu transgresji. Metaforycznie to ujmując, przebaczenie oznacza, iż dwie strony rezygnują z konfrontacji, a zamiast tego decydują się na przejście wspólnej drogi. To jak wyprawa z jednej strony mostu na drugą.

Jeśli ta metafora przebaczenia jest poprawna, musielibyśmy wiedzieć, gdzie jest punkt, w którym zaczynamy wspólną podróż i dokąd chcemy razem dojść. Jednak w polskim przypadku problemy zaczynają się już w momencie, gdy próbujemy stwierdzić, skąd mielibyśmy razem wyruszyć.

Historia Polski – kraju, który Timothy Snyder nazwał częścią „skrwawionych ziem” – w XX stuleciu dostarcza całej długiej listy traumatycznych wydarzeń i zjawisk. Dwa totalitaryzmy, zbrodnie komunistyczne i nazistowskie, Shoah, masowe wypędzenia, współpraca z SB, lustracja… Nastręcza problemów nie tylko to, ale także gdy próbujemy stwierdzić, z jakiego miejsca wyruszyła kilkadziesiąt lat temu nasza wspólnota, co było momentem założycielskim III RP. Czy była to „Solidarność”, Okrągły Stół czy pierwsze wolne wybory?

Spór pogłębiał się z kolejnymi latami; znakomity badacz pamięci zbiorowej Jan Kubik wskazywał, iż w 2009 r. – na 20-lecie III RP – mit Okrągłego Stołu popierały wszystkie ugrupowania z wyjątkiem PiS. Jednak już na 25-lecie krytyczna wobec niego była także lewica. A skoro jest problem z momentem założycielskim, to może zaproponować nowy? Dziś PiS, nie mówiąc tego wprost, swoim celebrowaniem rocznic smoleńskich wydaje się mówić: katastrofa w 2010 r. ufundowała nowe państwo, IV RP.

Lecz nawet gdyby udało nam się wybrać jeden moment, musimy zmierzyć się jeszcze z pytaniem o to, kto komu miałby przebaczać. Przebaczenie zwykle wyobrażamy sobie jako proste spotkanie dwóch stron: pokrzywdzonego i sprawcy. Tymczasem dla Polaków olbrzymim odkryciem, dla wielu szokiem, w ostatnich dekadach było rozszerzenie listy możliwych ról, które odgrywaliśmy w historii. Tradycyjnie myślimy o sobie jako o narodzie bohaterów i ofiar – jednak do tego dodać należy co najmniej dwie dalsze role: sprawców i biernych obserwatorów. Wszystkie one przenikały się nie tylko w ramach jednego społeczeństwa – lecz często także w pojedynczych biografiach.

Opisanie tej skomplikowanej sytuacji w mądry sposób mogłoby dla Polaków nie tylko oznaczać poradzenie sobie z własną przeszłością, ale też – być może – powiedzenie czegoś istotnego na temat skomplikowanej natury ludzkiej i natury zła w ogóle.

Jednak, począwszy od lat 90., polską pamięć uczyniono także zakładniczką walki ugrupowań politycznych. Z czasem istotą polskiej kultury pamięci stało się nie tyle opisanie skomplikowania naszej historii, ile walka zawężonych i wzajemnie skłóconych wizji.

Skoro nie jesteśmy pewni, z którego miejsca mielibyśmy wspólnie wyruszyć, to czy możemy wiedzieć, dokąd chcielibyśmy dotrzeć? Jak wyobrażamy sobie ten moment, w którym Polacy wzajemnie sobie wybaczą? Albo wybaczą sobie samym? Co ma nastąpić po nim?

Moje prywatne wyobrażenie „planu minimum” takiego przebaczenia wygląda następująco. To moment, gdy dla historyków, filozofów i socjologów zajmujących się przeszłością, a także innych badaczy pamięci, stworzymy taką przestrzeń, w której będziemy mogli swobodnie prowadzić swoje badania i która będzie zamknięta dla polityków.

Na ile to możliwe? Odpowiedź pozostawiam Państwu.

Autor: Karolina Wigura

Karolina Wigura, szefowa Obserwatorium Debaty Publicznej Kultury Liberalnej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Gdyby kilka milionów Polaków wymordowało 3 mln Polaków, albo odwrotnie, 3 mln Polaków wymordowało kilka milionów Polaków, to wtedy jakieś dyskusje o wybaczeniu miałyby sens. Ale co jest do wybaczenia w dzisiejszej Polsce? To, że ktoś mnie nazywa zdrajcą z Targowicy i wierzy, że Putin strącił samolot we mgle? Czy ja mam komuś wybaczać, że jest idiotą? Ja do niego nic nie mam, bo mi zwisa. Byle się tylko ode mnie odwalił i nie nawiązywał ze mną dyskusji. Niech wypier….. I to wszystko, czego od niego chcę. Ale wybaczanie? Znowu jakieś jakieś megalomańskie słowa nadużywane dla jakiś bzdetów i nic nieznaczących idiotów.

  2. @snakeinweb
    „Gdyby kilka milionów Polaków wymordowało 3 mln Polaków, albo odwrotnie, 3 mln Polaków wymordowało kilka milionów Polaków, to wtedy jakieś dyskusje o wybaczeniu miałyby sens.”

    Znaczy sie, wymordowani mieliby wybaczyć tym, którzy ich wymordowali. Spaleni w stodole mieliby wybaczyć tym, którzy ich spalili, a może uważasz, że mógłbyś to zrobić w ich imieniu?
    Przebaczenie to jest prywatna, bardzo intymna sprawa w kręgu konkretnych osób, które osobiście dotyka sprawa winy, kary i właśnie przebaczenia.
    W polityce przebaczenie jest podejrzane i każe przebaczać ludziom, którzy mogą nie mieć na to o ochoty. Od tego jest prawo, które ma być przestrzegane. I niech nie myśli Duda, ani Szydło, że chowając się za slogany o przebaczaniu nie staną przed Trybunałem Stanu za ewidentne łamanie Konstytucji. Po sprawiedliwym wyroku i jego wykonaniu mogą poszczególne jednostki im przebaczyć w swoim sumieniu, ale najpierw prawo.

  3. Mnie proszę nie brać pod uwagę:)))

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @snakeinweb

    W punkt!

  6. @snake.. zadał pytanie, które i mnie nurtuje. Komu miałbym wybaczać i co? Kogo miałbym przepraszać i za co?
    Widzę kraj, który oddał władzę pełnym niejasnych pretensji mitomanom i poniesie tego konsekwencje.

    Może chodzi o to, żebyśmy wybaczyli sobie samym własną głupotę a nie, zgodnie z polską tradycją, uznawali ją za obcy spisek?

  7. Kto, komu, ma wybaczać ? Powinniśmy zacząć od wybaczenia sobie, że poparliśmy partie złożoną z kilku oszołomów, którym „‚smoleńska choroba” odebrała zdolność logicznego myślenia i zaraziła cały rząd wasalizmem kompradorów, przewyższających wasalizmem służby komunistyczne.
    Stopień zniewolenia tej formacji zwanej „dobra zmiana” jest północno-koreański.
    Czy powinniśmy wybaczyć sobie, że Polska staje się areną cyrkową kilku politycznych błaznów, którzy pod cyrkowy namiot chcą wepchnąć cały naród?

  8. W pełni popieram wypowiedz sygnowaną „snakenweb”. To jest rzeczywiście megalomania tych którzy chcą zaistnieć w polityce.

  9. Szanowna Pani
    Wszelkie wybaczania to jak Pani pisze jest proces. Czyli dzieje się w czynie i w praktyce. Nigdy natomiast w opowiadaniu i cytowanie, co Snyder gdzieś tam napisał bo z tego żyje. Ta mania świadczy tylko o braku pewności siebie. Jeśli mam coś do napisania, piszę.
    To się dzieje w praktycznym działaniu. Natomiast w Polsce praktyczne działania na rzecz pojednania zostały przez lewicę (albo liberałów, jak kto woli) zastąpione ględzeniem i teoretyzowaniem. A inni robią swoje. Praktycznie. Co mnie w Polsce obchodzi, co ktoś powiedział w Londynie.
    Czy Pani nie może napisać, że w Grudziądzu (teoria) dwóch bezdomnych pchało do warsztatu Mercedesa milionera a on im za to dał pracę. Tak się realizuje pojednanie i to by było coś i na pewno więcej niż opowieści, że „polską pamięć uczyniono także zakładniczką”. Bo tego ostatniego płaczu ja już nie mogę słuchać.

  10. Czyli nie jest możliwe, krótko mówiąc.

  11. Słowa Kaczyńskiego o „wybaczaniu”, są nie tyle nawet bezzasadne i bezwartościowe, ale stanowią część nowomowy i przemysłu oszustwa z którego PIS żyje: wybaczanie oznacza, że „wybaczający” zdefiniował a prori jakieś i czyjeś zachowania jako grzeszne, przestępcze. Siebie zaś ustanowił prokuratorem, sędzią i kontrolerem wykonania przebaczenia”.
    Jego własne słowa i czyny, oraz jego własności: PISu i części wyborców, nie podlegają żadej ocenie i uznaniu, że popełnili grzechy i przestępstwa, kóre w drodze szczególnej łaski ogłyby być „wybaczone”.

    Właściciel PISu zna na pamięć procedurę prowadzącą do potencjalnego wybaczenia:
    1. rachuek sumienia
    2. żal za grzechy
    3. mocne i szczere postanowienie poprawy
    4. szczera spowiedź z grzechów
    5. zadośćuczynienie – „Bogu” – i bliźniemu.
    Właściciel PISu może sobie zadośćuczynić swojemu bogu, co nie zwalnia do z warunku koniecznego do potencjalnego uzyskania przebaczenia, by zadośćuczynić bliźniemu.

    Jest jasne, że działania konieczne do uzyskania potencjalnego wybaczenia pozostają w permanentnej sprzeczności z działalnością właściciela PISu , zasadami, metodami i celami jego działalności politycznej. „Podporządkowanie się powyższym warunkom, będącym „jedyną słuszną zasadą moralną”, jak sam dziesiątki razy uroczyście stwierdza, czyli „moralnością chrześcijańską”, zniszczy go jako polityka i rozwali jego partię.
    Jest to dla niego absolutnie niemożliwe do spełnienia.

    Dlatego na jego apele o „wybaczanie” należy reagować w jedymy możliwy moralnie sposób: wykonaj dokładnie te 5 warunków, a następnie się zobaczy. Do tego czasu – nie łżyj.

  12. Nawoływanie do wzajemnego przebaczenia przez kogoś, kto ślepo służy gwałcicielowi prawa, jest kiepskim żartem. Jako chrześcijanin doceniam nakaz Dekalogu, aby miłować bliźnich, ale za bezsensowne uważam wszelkie jałowe gesty dotyczące wybaczania. Ponadto nawet krzta sympatii dla PiS to niewybaczalny obciach.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*