Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oko na język - Oko na język Oko na język - Oko na język Oko na język - Oko na język

31.12.2015
czwartek

Słowo roku 2015: zmiana. Ale czy dobra?

31 grudnia 2015, czwartek,

Change, Veränderung, changement, allagí… Magiczne hasło „zmiana” zrobiło w ostatnich latach karierę w większości państw zachodniej demokracji.

Dodatkowo przekonanie o konieczności zainicjowania przemian w polskim systemie politycznym żywi dziś aż 72 proc. rodaków. To więcej niż w styczniu 1989 r., tuż przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu! W Obserwatorium Debaty Publicznej zbieramy różne przykłady haseł, które odgrywają szczególną rolę w rozmowach rodzimych publicystów. Jednak to właśnie „zmianę” szczególnie gorączkowo odmieniano przez wszystkie przypadki.

Fala zasadniczej krytyki pod adresem III RP przetoczyła się przez Polskę już w roku 2014. Wskazywano choćby na wymykające się statystykom, subiektywne poczucie wzrostu nierówności dochodowych, nieprzekładalność sukcesu Polski w kategoriach makro na perspektywę mikro itd. Początkowo, wobec nieumiejętności rządzącej ekipy PO-PSL, aby tę krytykę przepracować, retorykę zmiany zagospodarował Paweł Kukiz. Na tym samym haśle wyrastały i inne nowe ugrupowania: .Nowoczesna i Razem.

Jednak była na polskiej scenie politycznej partia, która charakteryzowała się największą determinacją i najlepiej wyćwiczoną machiną PR. Tym ugrupowaniem było PiS, i to ono zdołało dzięki zawłaszczonej retoryce zmiany wygrać wybory. Dostosowano się zatem do gustów polskiego wyborcy w roku 2015 w maksymalnym stopniu. Obiecano obniżenie wieku emerytalnego i powrót sześciolatków do przedszkoli. Ukuto też PR-owy majstersztyk – nie mówiono tyle o „zmianie” jako takiej, lecz o „dobrej zmianie”.

III RP: zło zinstytucjonalizowane

„Projekt Prawa i Sprawiedliwości ma charakter rewolucyjny. Partii Jarosława Kaczyńskiego nie chodzi o kontynuację tego, co się w Polsce zaczęło w roku 1989. […] Kaczyński dąży więc do czegoś, co będzie radykalnym novum” – pisał ostatnio Filip Memches. Należy z uwagą czytać ten tekst, trudno bowiem o lepsze określenie celów PiS. Obecnej ekipie rządzącej nie chodzi jedynie o przyziemną walkę z nieudolnymi politykami czy układem w tym czy tamtym środowisku. Polityka powinna być manichejską walką dobra ze złem.

Jedynym sposobem, by zaprowadzić dobro, jest zatem wywrócenie kolejno każdej instytucji złego państwa. I dodajmy – także wspierających je paragrafów, przepisów obowiązującego prawa III RP. Prawo to jest wedle Kaczyńskiego nie tyle wadliwe, ile po prostu moralnie złe, niemal jak ustawy państw totalitarnych, które prawem były, a jednak na to miano nie zasługiwały. W ten optyce nie ma miejsca na przesadne oceny.

… i Kaczyński jako zło wcielone

Często występującą w ostatnim czasie charakterystyką Kaczyńskiego, kreśloną piórem przeciwników, jest ta nadająca mu cechy iście diaboliczne. Mówi się o nim, że przygotował drobiazgowy plan przekształcenia Polski w „Węgry Orbána”, „miękką dyktaturę”, ba, nawet „totalitaryzm” i „państwo rodem z lat 30. XX w.”.

Jednak utożsamienie Kaczyńskiego, a także jego ekipy, ze złem wcielonym, w istocie pozostaje zgodne z tą samą logiką co przekonanie środowiska PiS, że polskie państwo jest domeną złych mocy. Ta iście polska demonologia nie pozwala dojrzeć, iż niezależnie od tego, jak wygląda plan Kaczyńskiego, nie zostanie on zrealizowany.

Wielcy teoretycy rewolucji, jak Tomasz Hobbes, Edmund Burke czy Alexis de Tocqueville, tłumaczyli, z jakiego powodu rewolucyjne zmienianie rzeczywistości politycznej, jakiego pragnie PiS, prowadzić może do katastrofy. Otóż zupełnie czym innym jest reformować istniejące instytucje, a czym innym burzyć je i budować od nowa.

To pierwsze działanie jest żmudne i może trwać pokolenia. Jednak to drugie jest sprzecznością samą w sobie, m.in. dlatego, iż samo wyznaczenie momentu, od którego przestaje się niszczyć, a zaczyna budować, jest szalenie trudne. Niszczenie może unicestwić same podstawy przyszłego procesu konstrukcji, a nawet doprowadzić do upadku samego niszczącego.

Domena polityki nie jest bowiem domeną rzeczy martwych. Nie da się państwa zreformować na kształt wielkich zmian zaprowadzanych niegdyś w miastach (dajmy na to, reform Haussmanna w dziewiętnastowiecznym Paryżu). Polityka jest płynną materią, zawierającą nie tylko element rozumowy, ale i wielość ludzkich namiętności. Dlatego zmian można dokonywać jedynie stopniowo, zaś wedle ich współczesnych praktyków – tylko za pomocą mądrej, stopniowej zmiany nawyków.

Psucie pod flagą biało-czerwoną

W kolejnych latach czeka nas więc raczej nie realizacja z góry zamierzonego planu zniszczenia demokracji, ale chaos w funkcjonowaniu reformowanych (czy też – wywracanych) ad hoc instytucji państwowych, pogarszanie się wizerunku kraju za granicą czy pojedynki z konkretnymi przedstawicielami grup zawodowych (odpowiednikami „doktora G.”).

Czy chaos jest lepszy niż upadek dyktatury? Nie. Niezależnie od wyniku następnych wyborów prawdopodobnie stracimy co najmniej kilka najbliższych lat. Nie tylko dlatego, że po tym chaosie długo trzeba będzie sprzątać. Także dlatego, że tak pilnie potrzebnych, mądrych systemowych zmian – w szkolnictwie, w służbie zdrowia itd. – nikt w tych latach nie przeprowadzi.

Aby przygotować wartościowe projekty reform, potrzebowalibyśmy procesu porozumienia między dwoma zwaśnionymi Polskami. Tak długo, jak w Polsce panuje atmosfera wzajemnej niechęci, czasem wręcz pogardy, nie będzie to możliwe. Tymczasem czeka nas zatem raczej wyłącznie psucie pod flagą biało-czerwoną.

Autor: Karolina Wigura

Karolina Wigura, szefowa Obserwatorium Debaty Publicznej Kultury Liberalnej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. Tak długo, jak w Polsce panuje atmosfera wzajemnej niechęci, czasem wręcz pogardy, nie będzie to możliwe. Tymczasem czeka nas zatem raczej wyłącznie psucie pod flagą biało-czerwoną.
    ………………………………………………………………………………………
    W przeszłości już tak bywało. Spory, utarczki zwaśnionych rodaków.
    Do czasu. Potem następowało zjednoczenie. Jaka przyczyna? Ano tzw. czynnik zewnętrzny. Na to czekamy?

  2. Jaki chaos?I hasło-jest jedna przyczyna ,dlaczego Polska mi zbrzydła ,za dużo święconej wody za mało zwykłego mydła.Otóż nie prezes a wygrała partia ,kadrowa ,wodzowska ,antydemokratyczna istniejąca w Polsce 1000 lat.PIS to jej przystawka ,i świeckie odbicie.Te 37% wykazuje jak ta partia mało ma już do powiedzenia.A przystawka ,mając takiego wodza ,którego celem jest tylko zemsta ,zostanie połknięta przez 63%.-czego skutkiem będzie niestrawność partii wiodącej w kraju nadwiślańskim

  3. Bardzo się ciszę, że będę mogła czytać Pani komentarze powodzenia!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. ” subiektywne poczucie wzrostu nierówności dochodowych”. cyt. autorki.
    Gdzie na świecie – może oprócz Korei Płn. w co szczerze wątpię – wszyscy dostają po równo?
    Zadziwia to przekonanie polaków, że tylko u nas dzieje się źle, a nawet bardzo.
    Zwykli ludzie nabierają takich przekonań słuchając różnych populistów, ale skąd biorą się tacy utopiści, którzy wydają się posiadaczami jakiegoś rozumu?
    Sporo ich na blogach głosi te rewelacje; a przecież nawet, w ich ukochanym PRL-u, byli, jak u Orwella, równi i równiejsi. Tym drugim wiodło się całkiem nieźle.
    Ci którzy ględzą o jakiejś równości, chyba za komuny należeli do tych równiejszych – stąd tak wzdychają do starych dobrych czasów. Dobrych dla nich.

  6. Pani socjolog się uparła, że będzie chaos, to i będzie chaos. Nie twierdzę, że Pani nie wierzy głęboko w to, co pisze, ale to nie zmienia faktu, że całość jest o niczym. Wierzę, że Pani dogłębnie zna twórczość Tomasza Hobbesa, który filozofował przyglądając się dyktatorskim rządom Cromwella, tylko co z tego wynika dla Polski 2015 (2016). Czemu niby np. reforma mediów publicznych ma doprowadzić do „zniszczenia demokracji”? Co takiego „demokratycznego” jest w obecnych władzach TVP, żeby po zmianach w tejże TVP demokracja miała się natychmiast ulotnić? W tekście nie ma o tym ani słowa, jest natomiast „uczone” zaklinanie deszczu.

  7. Ludzie chcieli zmiany. Byle jakiej, jakiejkolwiek, ale zmiany. Z nudów, z frustracji, z obrzydzenia. Jedni chcieli zmiany „ruskiego kołchozu” na normalną demokrację, ale ci nie mając prawa udziału w wyborach nie mogą osiągnąć tego celu w fasadowych wyborach. Ale ci co mieli na kogo głosować wybrali zmianę z ruskiego kołchozu na polski obóz koncentracyjny. To w końcu też jakaś zmiana, a innego wyboru nie było.

    Więc musimy z tym żyć.

  8. Jednak utożsamienie Kaczyńskiego, a także jego ekipy, ze złem wcielonym, w istocie pozostaje zgodne z tą samą logiką co przekonanie środowiska PiS, że polskie państwo jest domeną złych mocy. Ta iście polska demonologia nie pozwala dojrzeć, iż niezależnie od tego, jak wygląda plan Kaczyńskiego, nie zostanie on zrealizowany.

    ————————————————————————————
    A dlaczego „nie”? Od dosyc dawna wiadomo, iz Kaczynski podaza w kierunku „katolickiej” dyktatury w stylu Franco lub/i Salazara.
    Powstrzymac go nie bedzie latwo i prosto!

  9. Też się cieszę. Pani Karolina jest moją ulubioną komentatorką.

  10. Wszystkim nam w 2016r. życzę takiej mądrości jaka zawarta jest w artykule.

  11. …celne, mądre, prawdziwe i cholernie smutne.

  12. Nie ma mozliwosci porozumienia ,bo nie ma racjonalnej dykusji ,zostaly tylko emocje .Nikt nie slucha , wszyscy wykrzykują swoje racje .PIS nakreslił winnych gospodarczego zastoju i nakręcił spirale wyeliminowania grupy obywateli ,na którą część zmarginelizowanego społeczenstwa może zwalić winę za swoje życiowe niepowodzenia .

  13. Erudycja, rozwaga, styl, innymi słowy, świetny początek. Polityka.pl ma kolejną gwiazdę blogu. Czekam na dalsze wpisy!

  14. „…czeka nas zatem raczej wyłącznie psucie pod flagą biało-czerwoną”.
    Sądzę, że zagrożenie jest większe, że nastąpi nie tylko psucie. Niektórzy zawodowi komentatorzy wydarzeń politycznych twierdzą, że to co wyrabia PiS nie jest niczym nadzwyczajnym – ot, przejście od demokracji liberalnej do demokracji większościowej. Mdło mi się robi od „uściślania” terminu demokracja przeróżnymi przymiotnikami. W czasach PRL-u mieliśmy „demokrację socjalistyczną”, w ostatnim 25-leciu rzekomo „demokrację liberalną”, teraz szykowana jest jakaś inna „demokracja”. Ja, nie politolog, wiem, że za czasów „socjalizmu jako sprawiedliwej konieczności dziejowej” walczyło się o „socjalizm z ludzką twarzą”, a gdy okazało się, że marksizm to utopia i runął realsocjalizm z ZSRR na czele, należało w demokratycznym wreszcie państwie prawa udoskonalać ludowładztwo i mechanizmy rynkowe oraz dbać o sprawiedliwą redystrybucję dochodu narodowego. Takiemu zadaniu może podołać tylko mądra i uczciwa oraz światopoglądowo pluralistyczna reprezentacja narodu. Mankamenty ordynacji wyborczej spowodowały, że wróciliśmy do monopartyjnego systemu zgoła niedemokratycznego, przy czym parlamentarną większość wyłoniła zaledwie 1/5 narodu. Ta „mniejszościowa większość”, w imię szczęścia narodu, uzurpuje sobie prawo do bezprawia (idealna powtórka „rewolucji” bolszewickiej w Rosji).
    Z powodu lenistwa wyborczego połowy obywateli RP oraz różnorakich grzechów zaniedbania koalicji PO-PSL, Polsce grozi jeszcze gorszy ustrój aniżeli „demokracja socjalistyczna”, w której tzw. urawniłowka zapewniała sprawiedliwą biedę. Podobieństwo natomiast już się ujawniło w postaci „dyktatury ciemniaków” (tak w 1968 roku, po wypadkach marcowych, Stefan Kisielewski określił rządy PZPR z Gomułką). Otóż owa dyktatura katonarodowców, mająca ogromne wsparcie w radiomaryjnych masach i ciche przyzwolenie Kościoła katolickiego, gwarantuje coś więcej niż „dobrą zmianę”, niż tylko psucie. Gwarantuje mianowicie marginalizację Polski na arenie międzynarodowej, utratę pozycji rynkowych i co za tym idzie ubożenie.
    Do kogo należy mieć pretensje za zaistniałą sytuację? Na pewno nie do Jarosława Kaczyńskiego, o którym już dawno było wiadomo, że jego jedyną pasją jest polityczna gra; nie szermierka lecz właśnie gra. Co zatem teraz powinny zrobić zdrowe siły narodu? Najpierw odświeżyć sobie lekturę Wyspiańskiego, a potem zorganizować się w nową, mądrzejszą o doświadczenia, „Solidarność”. Czy to realne? Moim zdaniem nie – Polacy jako społeczeństwo jest coraz głupsze i słabsze moralnie.

  15. Dobry opis naszej sytuacji oraz jak ją „zmienić”!

  16. Demokracja bez cywilizacji istnieć nie może – dlatego nie ma u nas ani tego, ani tego.
    Rzeczywiści zarządzający ludem bożym, a przede wszystkim wybrańcami ludu, cywilizację mają za diabła wcielonego. Lud się ucywilizuje – koniec ich hegemonii.
    A to ich ostatni przyczółek w Europie.
    Trza trwać w ciemnocie.

  17. Jako najzwyczajniejszy obywatel naszego państwa będącego wyraźnie „na zakręcie” z dużym niesmakiem słucham i czytam wypowiedzi naszych liderów. Jak dotąd żaden z nich nie przekonał mnie do swoich poglądów i działań. Dla mnie sprawa jest prosta. Nastąpiło olbrzymie rozchwianie stosunków finansowych na całym prawie świecie. Ci, którzy mają środki nie są w stanie kupić całej produkcji. Następuje „zapętlenie”. Przypomina to czasy wielkiego kryzysu z przełomu lat 20. / 30. XX w. Produkcja taśmowa wyprzedziła zarobki. Oczywiście światowy system gospodarczy to machina bardzo skomplikowana i prosta reforma podatkowa niewiele uzdrowi. Ale na boga. Nie piszcie tak dużo o kolorze włosów Kaczyńskiego czy mądrości konstytucjonalistów. A.

  18. Dlaczego jakoś nikt nie zauważa, że nie ma takiej kolokacji w języku polskim jak „dobra zmiana”? Jest zmiana na lepsze lub na gorsze. Ewentualnie korzystna lub pozytywna zmiana. Ale takiego językowego nowotworu jak „dobra zmiana” nie było, dopóki pokraczny Kaczyński go nie wymyślił.

  19. Jakie to prawdziwe i smutne..

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*