Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Oko na język - Oko na język Oko na język - Oko na język Oko na język - Oko na język

14.12.2015
poniedziałek

Czy to już koniec demokracji?

14 grudnia 2015, poniedziałek,

„To już koniec demokracji” – słychać dziś z jednej strony. „Robimy to właśnie dla poprawy demokracji” – słychać z drugiej. Stwierdzenia te wpisują się w szerszą tendencję rodzimych komentatorów politycznych do używania wyostrzonej, a nawet radykalnej retoryki, szczególnie gdy chodzi o wpływ przeciwnika politycznego na polską państwowość i ustrój. Zjawisko to było szczególnie widać w mijającym właśnie roku, obfitującym w kampanie wyborcze. Dość przytoczyć kilka przykładów.

„Wybory [jesienne] dotyczyły stawki najwyższej: pytania, czy państwo polskie będzie myślało i działało samodzielnie, czy też stanie się w jeszcze większym stopniu papugą elit brukselskich i berlińskich” – pisał Jacek Karnowski. Bronisław Wildstein postawił sprawę ostrzej, nazywając Polskę „żerowiskiem dla zagranicznych graczy”. Zdaniem komentatorów z prawej strony trudno zatem określić nasze państwo jako demokratyczne i suwerenne.

Jednak autorzy stojący po drugiej stronie sceny politycznej używali argumentów podobnej natury. Tomasz Lis przestrzegał, że „stawką w wyborach jest to, czy wybierzemy liberalną demokrację, czy autorytaryzm”, zaś Radosław Markowski – że „wybory są o tym, czy w Polsce uchowa się demokracja, czy nie”. (Więcej przykładów oraz ich analiza, patrz raport Obserwatorium Debaty Publicznej: Tomasz Sawczuk, „Polityka jako sztuka kolonizacji. Radykalizacje polskiej prasy w okresie wyborów parlamentarnych”).

Niestety, wskutek odmieniania przez wszystkie przypadki hasła o „psuciu demokracji” wytarło się ono i zdezawuowało. Wśród mocnych stwierdzeń, jakich nie brak w polskiej sferze publicznej, często trudno o nadawanie problemom właściwej hierarchii i rozsądną ocenę sytuacji.

Porównywalne reakcje wzbudzały np. usunięcie flag UE przez premier Beatę Szydło czy działania PiS przy Trybunale Konstytucyjnym. Jednak przede wszystkim to ta druga sprawa powinna wzbudzać poważny niepokój. Zasadniczym wyzwaniem jest, aby w sposób zrozumiały opowiedzieć o niej Polakom, często mającym niewielką wiedzę o prawie i historii najnowszej. Warto pokazywać, że zła praktyka PO dotycząca TK z czerwca tego roku jest przez PiS wykorzystywana i poważnie pogłębiana tej jesieni.

W najlepszym razie mamy więc do czynienia z psuciem obyczajów. W najgorszym – z rozmontowywaniem instytucji demokratycznych w Polsce. Jeśli jednak już dziś, kilka tygodni po wyborach, obwieszcza się koniec demokracji, nie tłumacząc na dobrą sprawę w zrozumiały sposób, na czym oparty jest ten wniosek, może to mieć zasadnicze konsekwencje.

Prędzej czy później nastąpić może rozminięcie się dziennikarzy z przynajmniej pewną grupą odbiorców. Media w Polsce mają w wielkiej mierze charakter tożsamościowy. Zwracają się do wyraźnie określonych grup ludzi, np. o poglądach prawicowych (a nawet: pisowskich) albo liberalnych (a nawet: platformerskich, nowoczesnych itd.). Biorąc jednak pod uwagę, że rząd PiS, jak każdy inny, w którymś momencie zacznie spotykać się ze społecznym rozczarowaniem, odbiorcy ci będą prawdopodobnie do pewnego stopnia przepływać z jednych czasopism, stacji radiowych czy telewizji do drugich.

Jak pamiętamy, PiS wygrało wybory, odbierając elektorat przede wszystkim PO i PSL. Można z tego wnioskować, że wyborcy ci nie stanowią „żelaznego elektoratu”. Jeśli środowiska liberalne bądź lewicowe pragnęłyby w perspektywie kolejnych 4 lat przekonać obywateli do odsunięcia PiS od władzy, warto komunikować się właśnie z nimi, i to w bardziej wyważony sposób.

Tym bardziej, że PiS już zdążył zacząć rozmijać się z własnymi obietnicami. Widać to choćby w nominowaniu Antoniego Macierewicza na szefa MON, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, że ministrem zostanie Jarosław Gowin. Uwagę Polaków zwróciły już także nieścisłości i zmiany wersji wokół tak zwanej ustawy 500+. Trudno, by w tej sytuacji część wyborców PiS nie poczuła się zaniepokojona – i to z nimi zwłaszcza należy się dziś komunikować.

Autor: Karolina Wigura

Karolina Wigura, szefowa Obserwatorium Debaty Publicznej Kultury Liberalnej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*